Kiedy pod wodą gubisz partnera

fota-glownaNigdy nie myślałam, że doczekam chwili, kiedy nurkując na otwartym morzu zostanę tam sama. Nawet przez chwilę przez głowę nie przeszła mi myśl, że kiedyś mogę poczuć się jak w filmie „Ocean Strachu”. W obliczu żywiołu zdajesz sobie sprawę, że jesteś tylko małym punkcikiem, którego może nikt nie zauważyć. A siła natury potrafi pokazać olbrzymią nad tobą władzę.

To miał być kolejny, spokojny dzień nurkowy na otwartym Morzu Czerwonym. Był jednak pełen dzikiej adrenaliny, rozszalałych jak fale myśli i rozgniewanych emocji. A wszystkiemu winne były skutery podwodne…. 😉 Nasza grupa przebywała na safari nurkowym na St John’s, które znajduje się na Dalekim Południu Egiptu i właściwie graniczy z Sudanem. W tym nieziemsko przepięknym miejscu znajdują się magiczne miejsca nurkowe m.in: Small Gotta, Big Gota, Elphinstone, Um el Khararim, Claudia, Malahi. Uwielbiam tam nurkować ze względu na magię różnorodnych struktur koralowych, rozłożyste ogrody, i majestatyczne cokoły skalne sięgające nawet do 25 m. A największym bohaterem tego boskiego imperium są długie korytarze , przez które śmiało wbijają się ciepłe promienie słońca. To przedstawienie jest jak boskie misterium, które poruszy duszę każdego nurka. Szczególnie na Claudii można doznać tego wzruszenia. Płynąc w długich korytarzach, z każdej strony otacza cię skała, ale jak spojrzysz w górę poczujesz się jak w monumentalnej katedrze. Snoby światła wciskające się w puste przestrzenie między skałami przypominają okna w tej wielkiej podwodnej świątyni. Wpadające promienie słońca rozpryskują się jak czarodziejskie światło podkreślając piękno podwodnego błękitu. Już piąty rok z rzędu doświadczyłam tego podwodnego widowiska i ciągle pragnę więcej

Chcąc jednak urozmaicić swoje safari postanowiłam zrobić sobie przejażdżkę na skuterach podwodnych. Taki piękny mechaniczny rumak XJOY 7 znajdował się na łodzi więc nabrałam ochoty na podwodną wycieczkę. Śmiałam się wówczas z moimi nurkowymi przyjaciółmi, że nasycony żółty kolor z pewnością przyciągnie rekiny, ale ja zdążę uciec bo mój zwierz potrafi się szybko poruszać. Skuter posiadał regulację prędkości 50% i 100%. Przy tej szybszej mógł pływać maks 1h.

Szczęśliwa jak dziecko razem ze swoim partnerem nurkowym poszybowałam w bezkresną toń urzekającego błękitu w poszukiwaniu nowej przygody… Morze tego dnia nie było zadowolone czego wyraźnym dowodem były coraz większe i spienione fale. Obijały się one nie tylko o wierzchołki raf, ale wbijały się coraz głębiej pod wodę. Ku naszemu zaskoczeniu, po zanurzeniu nie ujrzeliśmy rozświetlonego słońcem akwenu, a szarą polanę, na której groźnie ku górze wspinały się olbrzymie cokoły skalne tzw. pinakle. Było ich kilka więc wielką frajdą było przeciskanie się ze skuterami w przesmykach pomiędzy nimi. Uważnie trzeba było kontrolować pływalność bo skuter bardzo szybko mógł poszybować w dół, albo wybić w górę. To właśnie sprawiało najwięcej finezji. Czujesz się wtedy jak wielki szybujący ptak, szczególnie kiedy płyniesz nad wierzchołkami monumentalnych stożkowatych form skalnych. Z wysokości 25 m patrzysz na ich surowość i odczuwasz ich potęgę. Być może dlatego, że była to dość późna pora i nie było słońca, co w efekcie wykreowało mroczny klimat. Ten podwodny obraz przedstawiał się w szarych, zielonych i brunatnych kolorach. A przesuwając się ku górze fala z coraz większą napastliwością przesuwała nasze położenie wbrew naszej woli. Morze było tak wzburzone, że aż pieniło się ze złości.

W pewnym momencie odwróciłam się za siebie i zobaczyłam, że jestem sama. Mój partner skuterowy gdzieś zniknął. Na początku myślałam, że zaraz wypłynie zza jakiejś skały, jednak tak się nie stało. Zaczęłam więc go szukać pływając to w jedną to w drugą stronę. Jego jednak nie było. Patrzyłam z góry na tę rozłożystą polanę podwodną i już z innymi emocjami podziwiałam te wszystkie stożkowate skały. Zastanawiałam się co zrobić. I wówczas mózg zaczął generować nieco mroczne wizje. Pomyślałam, że puszczę bojkę i wynurzę się na powierzchnię, a zodiak (ponton nurkowy z silnikiem) mnie znajdzie. Wtedy uświadomiłam sobie, że nie mam bojki bezpieczeństwa. Wiem, mój błąd. Tyle nurkuję, a pozwoliłam sobie na takie faux pas. Na swoją obronę wysoki sądzie mam to, że jako para wzięliśmy jedną bojkę ponieważ uprząż skutera kolidowała z nią. Mój partner miał bojkę w kieszeni. Bo kto mógłby przypuszczać, że możemy się zgubić prawda? 😉

Wtedy dowodzenie przejęły emocje, które kolejno zaczęły generować obrazy niczym z filmu „Ocean strachu”. Oglądaliście? Tam para nurków pozostawiona była sama sobie na otwartym oceanie, walcząc o przetrwanie. Niestety pomoc nie nadeszła, a ich losy potoczyły się bardzo smutną drogą.

Wtedy ogarnął mnie strach i pomyślałam: „A co będzie jak wynurzę się na powierzchnię i nie będzie mojej łodzi”. Z resztą tam na otwartym morzu była tylko nasza łódź. Byłam jedynie małym punkcikiem na rozhulanych falach, bez bojki, latarki i racy. Kto miał mnie wówczas dostrzec?. Powiem Wam, że uśmiech już dawno wymazał się z mojej twarzy. Zaczęłam nawet mieć irracjonalne myśli, a co jeśli wypłynę w Sudanie. 😉 Pływając w tych emocjach i szukając mojego partnera mogłam daleko oddalić się od łodzi. Ten strach trochę mnie sparaliżował i chyba straciłam poczucie pewności siebie i nagle coś mnie wybiło z letargu myśli.

Kątem oka zobaczyłam szarą sylwetkę jakiejś większej ryby, która przepłynęła niedaleko mnie i zaczęła krążyć. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że to jest szary rekin rafowy. Generalnie jestem fanką rekinów i uwielbiam z nimi spotkania, ale to chyba nie był najszczęśliwszy moment. Wprawdzie dzień wcześniej koledzy nurkowi powiedzieli mi, że wibracje, które wyzwala skuter przyciągają rekiny, ale w to nie uwierzyłam. Teraz już przekonałam się na własnej skórze i niezwłocznie wyłączyłam skuter.

Rekin odpływał do rafy, zawracał i pływał nieopodal mnie. W myślach zaczęłam mówić „Sio, wracaj skąd przypłynąłeś. Bądź tu jutro jak będę nurkować z grupą”. Może to jest śmieszne, ale tak właśnie było. Wówczas ponownie przypomniał mi się kadr z filmu „Ocean strachu” gdzie pozostawieni na dużej wodzie Susan i Dawid zostali otoczeni przez rekiny. One od razu ich nie atakowały. Najpierw czekały, aż ofiara osłabnie i na początku ich podgryzały. Wtedy zapaliła się w mojej głowie czerwona lampa i zaczęłam wynurzać się na powierzchnię. Chyba jednak obawa przed tym, że mogę nie widzieć łodzi była większa, niż strach przed jednym rekinem. Moje serce biło jak młot bo nie wiedziałam co mnie czeka.

Jak byłam blisko powierzchni fala silnie wbijała się pod wodę. Rzucało mną jak szmacianą lalką. Woda pieniła się jak podczas kąpieli. Wynurzyłam głowę nad wodę i pospiesznie zaczęłam lokalizować łódź. Była, daleko, ale była. Co za cud pomyślałam. Teraz zaczęłam walczyć z falami, aby do niej dopłynąć. Nie było szans. Fala była tak silna, że właściwie stałam w miejscu. Jak dobrze, że mam ten skuter, pomyślałam. Mój mechaniczny rumak ciągnął mnie po powierzchni. Odcinek do łodzi był bardzo duży, a ja przesuwałam się bardzo wolno. Było już późno, godz. 16. słońce z wszystkimi się już pożegnało. Gdybym miała bojkę byłabym widoczna. Albo przydałaby się raca. Jej wyrzutu trudno nie zauważyć.

Powoli, ale dzielnie zmierzałam do łodzi. Wtedy usłyszałam głos silnika i zobaczyłam, że płynie po mnie zodiak. Niewiarygodne, zauważyli mnie na tej fali. Huurra, ale ze mnie szczęściara pomyślałam. Ostatkiem sił „wgramoliłam” się na ponton dziękując chłopakowi, który po mnie przypłynął. Jak się okazało zlokalizowanie mnie było bardzo trudne i udało się dzięki sztuczce mojego doświadczonego kolegi. Otóż z racji, że kiedyś był ratownikiem to potrafił przez lornetkę zlokalizować obiekt analizując akwen punkt po punkcie.

Jak wróciłam na łódź wszyscy cieszyli się z mojego powrotu, ale jednocześnie byli przerażeni. Nie wiedzieli co się dzieje, bo nie było mnie ok godziny, podczas gdy mój partner nurkowy wrócił sam pół godziny wcześniej. Tym samym zasiał ziarno nerwowości i prawie oberwano mu uszy, że zostawił mnie tam samą.

Jak się okazało niespecjalnie mnie szukał kiedy zorientował się, że jest sam pod wodą. Podczas gdy ja troskliwie szukałam go pomiędzy rafami, błądziłam, negocjowałam z rekinem, a mój komputer emocji prawie eksplodował on tymczasem beztrosko powrócił na łódź z jedyną bojką jaką mieliśmy.

Zastanawiałam się dlaczego moim przyjaciele nurkowi byli tak przerażeni jak wróciłam. Okazało się, że w tym samym czasie kiedy mnie nie było, nurkującej wówczas koleżance pękł pod wodą wąż od automatu. Na szczęście stało się to po wypłynięciu ze skalnych korytarzy. Zauważył to przewodnik i szybko podał jej octapusa. Sytuacja jednak mogła skończyć się inaczej. Automat to oddech, a oddech to życie. Nie ma nic ważniejszego. Wtedy zrozumiałam co musieli przeżywać moi towarzysze z safari kiedy mój partner wrócił beze mnie na pokład i czekali w tej niepewności jeszcze przez pół godziny.

Najważniejszą zasadą w nurkowaniu jest partnerstwo bo nigdy nie wiesz kiedy możesz potrzebować pomocy drugiej osoby. Sytuacja mojej koleżanki jest na to dobitnym dowodem. Woda to żywioł, który bezlitośnie potrafi pokazać jak marna jest twa siła w obliczu wyższych rzeczy. Nade wszystko pokora, ale także dobre przygotowanie się. Bądź czujny i pamiętaj, aby nigdy nie zakładać, że coś się nie wydarzy, bo tego nie możesz przewidzieć.

Lekcja z tej przygody

Podobno człowiek uczy się na błędach, ale przysłowie mówi także, że lepiej uczyć się na cudzych, a nie swoich. Weź lekcję z tej historii i jeśli będziesz nurkować albo pływać podwodnym skuterem zwróć szczególną uwagę na poniższe kwestie.

1. Zawsze miej przy sobie bojkę bezpieczeństwa. Kiedy się zgubisz ktoś łatwo Cię zlokalizuje. To święte przykazanie nurka!
2. Warto mieć przy sobie latarkę. W sytuacji kiedy zgubisz się, a zapadnie zmrok, światłem łatwo wskażesz swoje położenie na wodzie. Ułatwisz też sobie drogę powrotu na łódź.
3. Miej ograniczone zaufanie do nowego partnera nurkowego bo nie znasz jego podejścia do nurkowania, a szczególnie do spraw związanych z bezpieczeństwem.
4. Zanim będziesz nurkować lub pływać na skuterach omów ze swoim partnerem strategię działania w razie ekstremalnych sytuacji. Pamiętaj, że one mogą zdarzyć się zawsze.
5. Przy pływaniu na skuterach podwodnych rządzi jedna zasada. Trzeba bardzo często patrzeć czy partner jest w pobliżu. Ponadto tempo pływania musi być takie samo.

Justyna Adamczyk
Justyna.adamczyk@e-marketing.pl

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *